Epizod I

Zanim przekroczysz wrota, upewnij się, że masz głowę. A najlepiej to dwie...

Epizod I

Postprzez Eon » Śr, 17 lip 2013, 15:35

Epizod I - "Tam gdzie Dziad mówi dobranoc..."
Dusze biorące udział w kontynuacji tortur literackich:

    Eddilard Wolfire [BN]
    Evanesca Irenvire
    Falibor
    Fläveth Iberin Rhazaal [BN]
    Inni
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Evanesca siedziała w cieniu rozłożystej wierzby, zamyślona i zmęczona ciągłą podróżą. Powieki co raz częściej opadały jej wbrew woli, przysłaniając świat. Nie miała ochoty na sen, choć czuła potrzebę regeneracji sił po całodniowej rejteradzie w elońskich lasach. Co takiego wydarzyło się, że wraz z grupą musiała wiać? Wiele...

***Jak się okazało, rana Eddilarda tylko wyglądała groźnie i w rzeczywistości kooperacja Fallusa, Eve i Dziadygi przyniosła szybkie ukojenie rannemu wojownikowi, a zanim się obejrzał, był już całkowicie zdrowy. Po nocy spędzonej w najbliższej karczmie, Dziad wyjawił grupie plan, który miał polegać na rozdzieleniu się i dotarciu do miejsca pobytu dwóch Magów Kręgu w tym samym czasie, a później zwyczajnym pozbawieniu ich życia. Tym posunięciem brodacz wystawiłby drużynę na duże ryzyko (widmo niepowodzenia misji i tak bez przerwy nad nimi wisiało), toteż ostatecznie z pomysłu zrezygnowano. Zamiast tego, czwórka udała się o świcie do Eloni i dotarła tam w południe dnia kolejnego. W jednym z największych skupisk elfów na północy Fiary, mieli zaopiekować się długouchą z niezwykłą przyszłością - Yrią. W przebraniu pielgrzymów, tym razem bez swych broni i pancerzy, wkroczyli do osady i odnaleźli... elfie niemowlę. Yria bowiem wciąż była maleństwem, które na świat musiało przyjść jeszcze w tym roku. Z zabiciem dorosłego mężczyzny nie byłoby żadnego problemu, ale w tym wypadku nawet Rhazaal zaczynał mieć wątpliwości. Wtedy też Evanesca wpadła na coś absolutnie genialnego. Gdy Dziad zajmował się dywersją, amazonka podmieniła dziecko na inne. Yria zaś ostatecznie skończyła jako podrzutek w jednej z odjeżdżających, kupieckich karawan. Nigdy nie odkryje pełnego potencjału swej mocy, a przy tym nikt nie musiał skazywać ją na śmierć. Rozwiązanie niemalże doskonałe. Na tyle dobre, że pozwoliło kompanii opuścić gościnę elfów bez cienia podejrzeń. Jedyna niewiasta wśród Runicznych Wojowników miała już po dziurki w nosie ciągłego podkreślania jej delikatnej urody przez męską część społeczeństwa szpiczastouchych, a co gorsze, adorowali oni także Falibora, więc pośpiech okazał się bardzo wskazany...

Dziad burknął parę słów o Szarogórzu i postoju, jaki zorganizują w połowie drogi. Nie było tak naprawdę przed czym uciekać, bo zanim elfy zorientują się co zaszło (o ile w ogóle do tego dojdzie), sprawcy będą daleko stąd. Mimo to, Dziad narzucał mordercze tempo, nie przejmując się wyczerpaniem towarzyszy, bądź wierzchowców. Gnał przed siebie, rozeźlony na własną niemoc w obliczu zabicia Yrii. Pozostali musieli za nim podążać, nie mogąc sobie pozwolić na utratę przewodnika. Pędzili tak, dopóki nie usłyszeli wartko płynącej rzeki. Zwolnili tedy do stępa. Dalej przyszło śmiałkom Sylweranda poszukać miejsca na obóz i odpocząć. Amazonka znów otrzymała dziwną listę z imionami i nazwiskami do przestudiowania. Edd objął pierwszą wartę, a Falibor, ponownie zasypując Dziadka pytaniami (na które zresztą ostatnim razem nie otrzymał odpowiedzi), wreszcie zmusił go do gadania.

- Więc? - wojak ponaglił Rhazaala, rozsiadając się na pniu niedawno ściętego drzewa.
- Więc? Co mam ci powiedzieć? Że nikt nie gwarantował bezpiecznego przejścia przez portal? Że Terill i Elley ulegli orkom, bo nie byli na nich przygotowani? Wszyscy byście tam zginęli. Nie wiem co się z wami działo. Przytłoczyła was siła zielonoskórych sprzed paru stuleci? Kiedyś nie było tak łatwo. Jak chciałeś być nieśmiertelny, to poświęcałeś całe życie na badania, a potem i tak kończyłeś jako worek mięsa i kości. Nikt nie biegał do magów, by zamienili ich w runy - Dziadyga zawarczał na biednego Falibora, deprymując go delikatnie. Zaciągnął się dymem z kościanej fajki i mamrotał dalej. - Straciliście siłę, której źródłem były menhiry. Trzeba się z tym pogodzić. A jeśli chodzi o to, po co tak naprawdę zostaliście wysłani... zapewne dowiecie się w swoim czasie - burknął, odwracając się od swojego rozmówcy tyłem. Szybko zniknął pomiędzy drzewami, wspominając coś o wspólnym treningu.

***Następnego dnia, Fallusa i Edda obudził zapach końskiego łajna. Oburzony tak długim odpoczynkiem Dziadziuś, w przypływie wielkoduszności musiał odwiązać co najmniej jednego wierzchowca, który, cóż, po prostu zrobił swoje... Eve pełniła ostatnią wartę, w nocy nie mogąc zasnąć nawet na krótką chwilę (co dodatkowo musiało utrudniać przeraźliwie głośne chrapanie pana Wolfire). Ten widok sprawił, że uniosła do góry kąciki ust. Z drugiej strony wiedziała, że równie dobrze to ona mogła być na miejscu swoich towarzyszy, więc postanowiła zachichotać tylko w myślach.

Rhazaal zarządził sparing. Na wpół przytomni Runiczni Wojownicy mieli wyciągnąć broń i go zranić. Próbowali co najmniej godzinę i żadnemu się to nie udało. Dziad prawie w ogóle nie ruszał się z miejsca. Uniki w jego wykonaniu były pokraczne, ale zdawały egzamin. Staruszek nie wspomógł się lewicą ani razu, w chwilach słabości wspierając się jedynie laseczką.

- Stopami pracujesz, jak cyrkowy wieprz! Ramiona szeroko! Wymach! Do przodu! Do przodu mówię, nie w bok! - Dziad krzyczał na walczących i rzucał kąśliwe uwagi pod ich adresem. Obaj mężczyźni byli świadomi, że robią wszystko, co w ich mocy, by uciszyć brodacza, lecz to wciąż było za mało. Eve powoli robiło się żal kompanów. Znała Dziadka na tyle, że miała świadomość, iż nie odpuści nikomu, dopóki nie spełni jego oczekiwań.
Ostatnio edytowano Pn, 21 kwi 2014, 00:51 przez Eon, łącznie edytowano 2 razy
Avatar użytkownika
Eon
Postrach moderatorów
 
Posty: 670
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:10
Pochwały: 11
Ostrzeżenia: 0/5
    Windows 7 Chrome

Re: Epizod I

Postprzez Aileen » Pt, 19 lip 2013, 12:39

Dziad nigdy nie pozwoli jej się wyspać. Nigdy.
I następnym razem wsadzi w otwartą gębę Eddilarda ten jego cholerny bukłak i mocno popchnie. Aż mu uszami wyjdzie.

Evanesca nie wiedziała, czy to koń czytał w jej myślach, czy to Dziad czytał w jej myślach i odwiązał konia. Dość, że poczciwe zwierze zostawiło to co zbędne w bezpośredniej bliskości... uhm, towarzyszy broni. Evanesca przygryzła od środka policzek i wróciła do porządkowania własnego ekwipunku. Nie żeby życzyła im źle, wspólna podróż przełamuje lody i gasi kule ognia w zarodku, niemniej jednak Evanesca miała po prostu paskudny humor.
Jej paskudny humor uległ po kilku chwilach znacznej poprawie. W paskudny sposób. Aonirowi ducha winni runiczni zostali właśnie zmuszeni do stawienia czoła Dziadowi. Eve nie wiedziała dlaczego i jej nie wziął w obroty, cieszyła się jednak, że może obserwować we względnym spokoju. Nacieszywszy farsą tą wredną stronę swojej świadomości, skupiła się na właściwej stronie sparingu.
Drobiazgowość Dziada była prawie tak monumentalna, jak jego złośliwość. Falibor i Wolfire wcale nie byli tacy źli, zważywszy na to, że dopiero co zwlekli się z posłań. Problem polegał jednak zawsze na tym, że Dziad był po prostu lepszy.
Nie mogąc patrzeć na bezowocne wysiłki towarzyszy, Evanesca odsunęła się z pola widzenia Dziada i stanęła w pewnym oddaleniu za jego plecami, starając się zwrócić uwagę Eddilarda. Jeżeli nie da się grać czysto, można grać... nieczysto! Mrugnęła do niego porozumiewawczo i przywołała małą garść migoczących płomieni. Skinęła prawie niezauważalnie na Dziada a potem... jak gdyby nigdy nic, odwróciła się by złapać odwiązanego wierzchowca.


Konik, zadowolony z wolności nie bardzo dawał sie złapać. Ostatecznie dał się jednak odprowadzić do stadka, nadepnąwszy uprzednio Evanesce na stopę. Pomiędzy przeklinaniem złośliwego zwierzęcia, Evanesce przypomniał się zabazgrany zwój z początku wyprawy. Do tej pory nie udało jej się rozszyfrować jego zawartości. Nie miała też wiele okazji - wolała zachować go w tajemnicy przed resztą. Nawet elf z Eloni wykazał się słabym zrozumieniem, a jeżeli doszedł do jakichkolwiek wniosków, nie podzielił się nimi z Eve.
Wyglądało na to, że będzie jednak musiała zasięgnąć rady Pana Przewodnika prędzej czy później.
Nie każdy chłop z widłami to Posejdon.
Avatar użytkownika
Aileen
Wójt
 
Posty: 225
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:10
Skąd: Ależ skąd!
Pochwały: 2
Ostrzeżenia: 0/5
Postać w RPG: Ablacja
    Windows Vista Chrome

Re: Epizod I

Postprzez Landaen » Pn, 22 lip 2013, 23:12

Dziad w istocie narzucił mordercze tempo, koni jednak nie udało się zajeździć. Falibor, wiedząc, jak starszy pan jest skory do udzielania odpowiedzi, nie pytał o przyczynę pośpiechu. Mrukliwy był w ogóle, do towarzyszy podróży odzywał się tylko w razie konieczności. Gapił się w przestrzeń z ponurą miną i rozmyślał.
Zmieniał się. Rozmyślanie? Wolne żarty! W świecie przyszłym miał lepsze zajęcia, zamykające się w większości w upijaniu się po karczmach. Miał prostsze życie. Wolne od dylematów w rodzaju: zabić niemowlę w kołysce? Wykonać rozkaz? Raz się udało, dzięki Evanesce. Raz, następnym razem mogłoby nie być innego wyjścia. A wtedy...
Dość.
Odpoczynek przyjął z ulgą, znużony jazdą. Wojak nie kładł się spać od razu - kolejne odstępstwo od normy - ale zasypał przewodnika pytaniami i, ku swemu zdumieniu, otrzymał odpowiedzi. Niezbyt pocieszające odpowiedzi. Stracili siłę - wyjaśnienie do przyjęcia. Ale najemnikowi wpajano, że to nie dla siły tworzono runy, a dla doświadczenia Sług, doświadczenia gromadzonego latami i ukierunkowanego wedle potrzeb Władcy Luster. Ono też zniknęło razem z menhirami?
Słowo protestu nie wyrwało się z ust Falibora, gdy Dziad zarządził wspólny trening. Wojak nie zaklął ani razu, gdy przecierając zaspane oczy stanął do walki, której wygrać, jak widać, nie mógł. Tyle tylko, że po bezowocnej godzinie ćwiczeń, kiedy jego broń ani razu nie dotknęła ciała Rhazaala, miał już dość. Miecz powędrował do pochwy, buzdygan zadyndał przy pasie.
- Mam dość - oświadczył Fallus, po czym odwrócił się na pięcie i odmaszerował. - Będę w okolicy - rzucił na odchodnym, bacząc na reakcję przewodnika.
Avatar użytkownika
Landaen
Łowca postów
 
Posty: 146
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:11
Pochwały: 1
Ostrzeżenia: 0/5
Postać w RPG: Falibor
    Windows 7 Chrome

Re: Epizod I

Postprzez Eon » Śr, 16 kwi 2014, 22:45

Runom wpajano różne bajeczki, a Falibor nie był wyjątkiem wśród tych, którzy zostali nimi nakarmieni. Oczywistością było, że doświadczenie Run było na wagę złota, ale nie z tego powodu powstała idea nieśmiertelnych wojowników. Liczni żołnierze, którzy na polu walki spędzili ponad trzydzieści lat, w ostateczności kończyli gdzieś na tyłach, by stamtąd dowodzić pułkami i oddziałami, samemu nie narażając się na utratę życia, a w zamian za to wykorzystując zgromadzoną mądrość w postaci choćby planowania bitewnej strategii na najbliższą okazję.

Runy powstały, bo Magowie Kręgu byli pragmatyczni. A któż lepszy był od wojownika, co oddając duszę Hirinowi chwilę później zabierał ją z rąk Przewoźnika i odradzał się po raz wtóry, by wkrótce ponownie zakpić sobie ze śmierci? Na tym polega potęga niewolników Praognia, jednak ani Falibor, ani Eve, ani Eddilard nie byli już objęci przekleństwem wiecznego życia. W takich momentach, jak śmierć Elley czy Senusa, można się kłócić, czy nie było to czasem błogosławieństwo...

***Poranek rozpoczął się w mało przyjemny sposób. Markotność Dziada zaczynała wykraczać poza pojmowanie wysłanników Srebrnej Dłoni. Fallus zaś stracił ochotę na dalsze próby nabicia guza Rhazaalowi i odmaszerował, zapewniając, że będzie w pobliżu. Przewodnik odprowadził go wzrokiem i wypuścił głośno powietrze z płuc, kręcąc głową. Nie był zły na rezygnację członka wyprawy ze sparingu, zwłaszcza, że Edd nie chciał się tak łatwo poddać i po chwili postanowił zaatakować brodacza z zaskoczenia. Plan prawie się powiódł, ale Dziad w ostatniej chwili zablokował cios laską. Jednakowoż, uśmiech na twarzy Edda wcale nie zniknął. Syn lorda poszedł za radą Eve i przygotował mały fortel. Lewą dłoń Wolfire pokrył lodową powłoką, która uformowała się w coś na kształt tarczy. Spryciarz zamierzał najwyraźniej zdzielić ową tarczą Dziadka. Takie uderzenie prosto w czachę mogło być groźniejsze, niż na to wyglądało. I tym razem Dziadyga zareagował w ostatnim momencie, prędko zmieniając pozycję i zwyczajnie taranując Edda barkiem, przewracając go na ziemię. Było blisko...

- Widzę, że się nie patyczkujesz. To dobrze - Rhaazal burknął kilka słów spod lawiny wąsów, po chwili pomagając się podnieść powalonemu Eddilardowi. Ten miły gest chyba można uznać za małą anomalię. Poklepanie po plecach za następną. Uwaga Dziadka skierowana została na powracającą Eve. Edd polazł odszukać Falibora i dotrzymać mu towarzystwa, a może nawet pochwalić bliskim zwycięstwem w walce. Staruszek natomiast dopadł biedną amazonkę. - Przestudiowałaś listę, prawda? Zaczynasz ją rozumieć? Masz jakieś spostrzeżenia? - zapytał na tyle łagodnie, na ile pozwalał mu jego głos. Nie otrzymując żadnej odpowiedzi, postanowił nieco zmienić taktykę. - A może chcesz mnie o coś zapytać? - Rhazaal skrzyżował ręce na piersi, dając kobiecie do zrozumienia, że konwersacji z nim nie uniknie.
Ostatnio edytowano Pn, 21 kwi 2014, 00:50 przez Eon, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Eon
Postrach moderatorów
 
Posty: 670
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:10
Pochwały: 11
Ostrzeżenia: 0/5
    Windows 7 Chrome

Re: Epizod I

Postprzez Aileen » Pt, 18 kwi 2014, 08:41

Chociażby dla samego widoku Dziada zmuszonego do użycia surowej siły, Evanesca uznała, że było warto. No cóż, Eddilard prędzej by zjadł kilo trolliny niż poddał walkę. Honor i tak dalej. Ale Evanesce i tak poprawił się humor.
Zajęta rozpamiętywaniem pojedynku, za późno zauważyła, że właśnie została osaczona. Za sobą miała stadko wierzchowców, natomiast cały przód... boki w zasadzie też... zajmował Dziad. Mimowolnie odsunęła się o jeden krok.
Chwilkę zajęło jej zwrócenie myśli na normalny tor (też byś miał problem, gdyby wyrósł nad tobą dwumetrowy staruch ze smoczą łapą!). Ach, pergamin. Nazywała go w myślach "listą ofiar", choć miała szczerą nadzieję, że jest to jedynie artefakt, który w prosty sposób odzwierciedlał losy tych kilkunastu osób, których imiona pałętały się po dziadowym łbie. Wolała kurczowo trzymać się tej myśli, niż uznać istnienie spisu osób skazanych na śmierć.
Przypomniała sobie przekreślające się nazwisko Gora Odmieńca. Z drugiej strony, nie mogła sobie przypomnieć, czy widziała imię Yrii...
Właściwie nie do końca wiedziała, od czego ma zacząć, ale na szczęście Dziad zwyczajnie zastąpił jedno pytanie drugim. Cień, który przebiegł po twarzy Eve zdradził Dziadowi, że tego z pewnością nie ma powodów zbywać milczeniem. Ona z kolei wiedziała, że stary nie odczepi się od niej, jeśli zdecyduje się zamaskować swoje wątpliwości pytaniem typu "Czy krasnoludzkie kobiety mają brody?". Wykonała manewr wymijający, mający na celu okrążenie postaci zajmującej dwie trzecie przestrzeni wokół amazonki i ruszyła bez słowa do swoich rzeczy, wygrzebując stamtąd zamazany zwój.
- Znalazłam to kiedyś... I o to chciałabym się zapytać. - powiedziała, wręczając mu pergamin.
Nie każdy chłop z widłami to Posejdon.
Avatar użytkownika
Aileen
Wójt
 
Posty: 225
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:10
Skąd: Ależ skąd!
Pochwały: 2
Ostrzeżenia: 0/5
Postać w RPG: Ablacja
    Windows Vista Chrome

Re: Epizod I

Postprzez Eon » Pn, 21 kwi 2014, 00:50

Dziadka nieco rozbawiła defensywna postawa amazonki i ten krok w tył. Nie dał tego po sobie pokazać rzecz jasna, bo i po co miałby zdradzać komuś fakt, iż ma poczucie humoru, nie? Potem nastąpiło parę rozważań za i przeciw, a koniec końców Eve opuściła towarzystwo brodacza, jednak tylko na moment. On zaś bez przerwy podążał za nią wzrokiem, z początku myśląc, że zwyczajnie go ignoruje.

Za chwilę w jego ręce wpadł pewien zwitek, a mianowicie pergamin, który markietanka znalazła praktycznie zaraz po tym, jak tylko udało się jej wyskoczyć z tunelu czasoprzestrzennego. Dziad podszedł do sprawy bardzo profesjonalnie, o dziwo nie racząc rudowłosej kobiety ani jednym ordynarnym komentarzem. Trudno ukryć, że w takich kwestiach był ekspertem i gdyby nie fakt, że jest tym, kim jest, to ze swoją wiedzą mógłby spokojnie wykładać na jakiejś uczelni. Tymczasem w dalszym ciągu milczał, bacznie przyglądając się zwojowi. Po jakimś czasie prychnął, podrapał się po lewym uchu miziając przy tym swoje paskudne kolczyki i burknął coś wulgarnego w obcym języku. Coś było chyba na rzeczy, ale nawet jeśli Dziadziuś w tym momencie poniósł porażkę w odszyfrowaniu tych bohomazów, nie oznaczało to, że kompletnie się poddał. Ciekawość Eve póki co nie została zaspokojona, ale sprawy zaczynały przyjmować zupełnie inny obrót. Tak jakby Pan Przewodnik postanowił koniecznie odczytać to, co otrzymał. Sprawa honoru, czy coś. W ruch poszedł monokl. Amazonka pierwszy raz widziała to narzędzie z bliska. Widziała już podobne, ale to było inne, być może wykonał je jakiś krasnolud, kto wie... Dziad zdjął także opaskę zasłaniająca jedno oko i ponownie zabrał się za robotę.

*- Falibor! Zaczekaj! - Eddilard ryknął zza pleców wojaka. Fallus nie zatrzymał się, ale zwolnił nieco tempo marszu, co pozwoliło synowi lorda go dogonić. - Ja wiem, że ten stary grzyb wszystkim działa na nerwy, ale musimy z nim jakoś funkcjonować. Znam go od was trochę dłużej. Zawsze taki był - stwierdził, biorąc głębszy oddech i spuszczając głowę w dół. Chyba nie zamierzał podzielić się wynikami pojedynku. - Jakbyśmy teraz wsiedli na konie i odjechali w siną dal... myślisz, że poradzilibyśmy sobie sami? Tylu rzeczy nie rozumiem... - mruknął, szykując się do wyciągnięcia fajki. Pytanie z pewnością nie było retoryczne.

*Dziad zakończył oględziny i przywołał do siebie Eve, która w tym czasie zdążyła napoić i nakarmić wierzchowce, a także ogarnąć nieco obozowisko i zrobić przegląd całego swojego inwentarza.

- To magiczny zwój - powiedział, gładząc się po brodzie. Eve zamierzała właśnie zdzielić go po łysej glacy za zmarnowanie jej czasu, ale Dziadyga najwyraźniej to przewidział i uniósł do góry wskazujący palec, sugerując, że jeszcze nie skończył. - Ale nie taki zwyczajny. To co znalazłaś to Zemsta Iglicy, albo inaczej Gradobicie Padhrasa. Samo zaklęcie powstało jeszcze podczas Wojny Sześciu Ras i zostało rzucone, jak sama nazwa wskazuje, ze szczytu orkowej Iglicy, na południe od Żelaznych Pól. Zresztą... gość miał bardzo dziwne skłonności i mówi się, że stracił rozum, nie mogąc opanować własnej chuci względem bagiennych drzewołaków, aczkolwiek był też bardzo utalentowanym magiem. Tak czy siak, Padhras padł ofiarą swojego czaru, a to... to jest prawdopodobnie jego jedyna kopia - Dziad wskazał na pergamin i pozwolił sobie na krótką pauzę, by amazonka mogła lepiej przyswoić sobie wszystko to, co usłyszała. - Nawet ten kutas Rohen by się na niego połakomił - dodał po chwili, zwracając własność właścicielce, chowając monokl i z powrotem nakładając opaskę. Westchnął cicho i oszczędził sobie pouczeń odnośnie pilnowania tegoż zwoju. Zanim polazł nad wodę, by sobie zapalić, polecił Eve rozporządzenie racjami żywnościowymi i przygotowanie czegoś na śniadanie. Ostrzegł ją także, że gdy tylko wróci, będą się zbierać do dalszej drogi.

Niedługo po tym Eddilard oraz Falibor zawitali do obozu, ten pierwszy zwyczajnie podążając za tym drugim i nie chcąc się od niego za bardzo odczepić. Trzeba było przyznać, że Edd nie był nawet w ułamku tak irytujący, jak Rhazaal. Może czasem, ale w gruncie rzeczy Falibor zdołał w swoim kompanie dostrzec coś, co charakteryzowało także jego samego. W jakiś sposób obojgu udawało się nawiązać względnie pozytywne relacje z większością ludzi i nieludzi, na których przyszło im się natknąć. Z tych kontemplacji wyrwały wojaka kiszki grające marsza.

- Oho, zjadłoby się coś, nie? - Edd ponownie zagaił do runicznego towarzysza, klepiąc go z uśmiechem po ramieniu. Sam był głodny, jak diabli i już ciekła mu ślinka na myśl o tych wszystkich pysznościach, które cała czwórka zakosiła z Eloni. Nie, wróć! jedyne co udało im się zdobyć u elfów, to były jagody i... jeszcze więcej jagód. Co prawda z głodu nie umrą, bo mieli wystarczające zapasy pożywienia, w tym także dość podejrzanego mięsa, ale żadnej uczty z tego nie będzie. Tym nie mniej, lepiej, jak skorzystają z okazji i najedzą się do syta, póki Dziad odbywa swoje tajemnicze wojaże.

***- Jak to zaatakowali wzgórze? Niby kto?
- Nie wiadomo i nie zanosi się, byśmy w najbliższym czasie się tego dowiedziały.
- A inne osady?
- Póki co żadna nie ucierpiała.
- Orkowie są pewnie wściekli.
- Duża część z nich została zabita.
- A co z...
- Gor też jest martwy.
- Elen, miej nas w swojej opiece!
- Na razie trzeba powiadomić o tym druidki, zorganizować patrole, a reszta zajmie się...
- Sidahan, znowu się obijasz! I to jeszcze w towarzystwie tej uzdrowicielki! Gdzie byłaś na spotkaniu gwardzistek? (...)

***Poranek mijał Runicznym Wojownikom zaskakująco leniwie, naturalnie pominąwszy sparing. Słońce przyjemnie grzało Falibora w plecy, ale nawet w cieniu było raczej ciepło. Niestety, brunet miał nieodparte wrażenie, że od dobrego kwadransa ktoś bacznie się mu przygląda. Po krótkiej obserwacji udało mu się zlokalizować źródło swoich obaw, a były nimi zarośla nieopodal, które co rusz wykonywały dość nienaturalne ruchy, szeleszcząc. Jakież było jego zdziwienie, gdy z owych krzaków wybiegły dwie, brązowe wiewiórki i zniknęły gdzieś za pobliskim drzewem. To pozwoliło Fallusowi nieco odetchnąć, jednak tylko na moment. Z tego samego miejsca wyfrunęły bowiem dwa noże, wycelowane w kark Eve. Reakcja wojaka była natychmiastowa, lecz nawet jeśli chciałby osłonić rudowłosą, zapewne by nie zdążył. Nieco wcześniej zareagował Edd, siedzący na pniaku, naprzeciw amazonki. Nie ruszając się z miejsca, machnięciem dłoni wyczarował za plecami panienki Irenvire niedużą, lodową ścianą, której udało się skutecznie zatrzymać pędzącą broń, a która zaraz po spełnieniu swojego zadania rozpadła się w drobny mak. Jej twórcy natomiast świat zakręcił się przed oczami. Wolfire stracił równowagę i poleciał do przodu, ostatecznie lądując na kolanach. Podpierając się dłońmi, oddychał szybko i nierówno. Tak gwałtowne, wręcz instynktowne użycie magii doprowadziłoby niejednego przeszkolonego czarodzieja do takiego stanu.

No, a Dziada wciąż nie ma...
Avatar użytkownika
Eon
Postrach moderatorów
 
Posty: 670
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:10
Pochwały: 11
Ostrzeżenia: 0/5
    Windows 7 Chrome

Re: Epizod I

Postprzez Landaen » Pn, 21 kwi 2014, 13:46

- Rozejrzyj się - warknął Falibor do Eddilarda, znać - wciąż jeszcze nie będąc w humorze. - Wiesz, gdzie jesteśmy? Jeśli odpowiedź brzmi: w lesie, gratuluję dowcipu. Okolice Eloni? Zgadza się. A co możesz mi powiedzieć o okolicy, prócz tego, że rośnie tu trochę drzew i pewnie sporo w niej elfów? Tak mi się coś zdaje, że niewiele. Wiesz, zdarzyło mi się trochę wojować w jednej kompanii. Nasz kapitan miał z pięćdziesiąt lat, doświadczony był. Za każdym razem, jak tylko nas do czegoś najmowali, zadawał pytania, zleceniodawcę potrafił nimi męczyć od południa do zachodu słońca. Często później przez trzy kolejne dni łaziliśmy po okolicy, zdobywali informacje, często tak cholernie głupie, jak to, jakiego rodzaju gulasz upodobała sobie ludność okolicznych wiosek. A wszystko to po to, żeby jakoś sprawnie działać w nieznanym nam miejscu - robię właśnie to samo. Nie, nie sądzę, żebyśmy poradzili sobie sami, niestety na Dziadygę jesteśmy skazani. Ale nie musi mi się to podobać, nie muszę tracić czasu na bzdury, kiedy mogę zająć się czymś pożytecznym. Wiesz, Eddilard, doceniam troskę, naprawdę, ale też duży ze mnie chłopak, potrafię o siebie zadbać.
Falibor odetchnął głęboko, powiódł wkoło wzrokiem.
- Dobra, chwilę już trwa ten mój spacerek - stwierdził. - Wracajmy do obozu. Chcesz brandy?

***

Ten krzak był podejrzany. Z wyglądu niby nic specjalnego, ot, taka sobie krzewinka, jakich pełno w okolicy. Falibor jednak zwykł nie ufać krzewinkom, które, zdawałoby się, patrzą się nań, bacznie wręcz obserwują, w dodatku ruszają się i szeleszczą. Już sięgał po leżący nieopodal kamień z zamiarem ciśnięcia go w ową niepokojącą roślinę, kiedy wybiegły z niej dwie wiewiórki. Ha, a tak się zaniepokoił, przez takie coś. Ha, głupiec z niego. Wiewiórki, też coś... O, szlag.
- Eve! - krzyknął, zrywając się na równe nogi, wiedział jednak, że za wiele amazonce nie pomoże. Szczęściem Eddilard zdążył ze swoją magią.
- Leż, nie ruszaj się - rzucił do Wolfire, dobywając półtoraka. - Zaraz postaram ci się pomóc. Eve! - krzyknął i wskazał na krzak. - To stamtąd!
Sam nie czekał, rzucił się w stronę, z której rzucone zostały noże, rozglądając się na boki, będąc niemalże pewnym, że napastników jest kilku, a i pewnie otoczyli obozowisko.

Spoiler:
Ostatnio edytowano Wt, 22 kwi 2014, 22:53 przez Landaen, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Landaen
Łowca postów
 
Posty: 146
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:11
Pochwały: 1
Ostrzeżenia: 0/5
Postać w RPG: Falibor
    Windows 7 Chrome

Re: Epizod I

Postprzez Aileen » Wt, 22 kwi 2014, 20:09

Evanesce opadła szczęka. Opadła na tyle skutecznie, że ani słowem nie zaprotestowała w kwestii robienia z niej kucharki. Zanim się spostrzegła, było już za późno i chcąc nie chcąc, zabrała się za pichcenie czegoś jadalnego. W głowie miała jednak tylko gradobicie.
Nie mogła uwierzyć, że coś takiego leżało sobie zwyczajnie przy zwłokach jakiegoś obszarpańca, w dodatku zabazgrane. Albo bazgroły miały ukryć prawdziwą wartość przekazu (skoro zaginął, najwyraźniej ktoś odwalił kawał dobrej roboty), albo to czysty przypadek i posiadacz sam nie wiedział, co miał, albo też dziad nabija ją w butelkę. Było to równie prawdopodobne, jak pozostałe dwie hipotezy.
Oddał jej ten zwój. Albo ma do niej krztynkę zaufania, albo też zwój nie przedstawia sobą aż takiej wartości. Najpewniej tylko kilka osób umiałoby zrobić z niego użytek. Evanesca westchnęła... a potem syknęła, gdy zagapiła się i dotknęła gorącego węgielka. Cholerny Dziad!

Evanesca miałaby olbrzymie trudności ze znalezieniem męża po części dlatego, że umiała ugotować tylko wodę. Co prawda, podróże kształcą i dowiedziała się szybko, że z połączenia dowolnego mięsa i elońskich jagód da się wyczarować całkiem smaczny posiłek. Dowiedzieć się to jedno, zrobić drugie. Ostatecznie jednak nie wyszło aż tak źle. Nikt się nie udławił. Po posiłku za to znaleźli dość czasu, by to wszystko w spokoju przetrawić. Było tak ciepło, spokojnie, wiewiórki ganiały się po drzewach, a Falibor ciągle...
Jego okrzyk dotarł do uszu kobiety tylko ułamek sekundy wcześniej, niż dźwięk tłuczonego lodu. Odruchowo padła na ziemię, równocześnie z Eddilardem. Dopiero teraz dotarło do niej, że właśnie uratował jej życie. Falibor wskazał krzaki po drugiej stronie i sam pognał tam z mieczem.
Evanesca zaklęła szpetnie. Kto chowa się po krzakach i rzuca w ludzi nożami? Elfy! Wystrzelają ich tu jak kuropatwy w polu, podczas gdy Falibor załatwi może kilku. Wciąż nie wierzyła, jak mogła dać się tak podejść.
- Nie podnoś się - rzuciła do Eddilarda. Przywołała moc ziemi, kształtując zaklęcie, którego dotąd nie musiała używać. Mineralna skorupa pokryła skórę Evaneski i Eddilarda, czyniąc ją twardą jak... no cóż, kamień. Tamowała ruchy, ale w tym starciu Evanesca nie zamierzała używać mieczy... od razu. Wparuje w krzaki, podczas gdy reszta naszpikuje strzałami Eddilarda? Wała! Nie wątpiła, że po zaroślach kryje się więcej długouchych, oni lubili robić takie zasadzki. Rachityczne, długonogie, skośnookie kreatury nie lubiły za to ognia...
Opoka utrudniała jej poruszanie, ale być może ocali ich oboje przed elfimi strzałami. Gdy tylko Evanesca zorientuje się, skąd padają strzały, postanowiła posłać w tamtą stronę kule płomieni. Gdyby jednak okazało się, że ostrzał nie nastąpił i napastnicy atakują tylko z jednego punktu... Niech spiczastouche cwele uciekają jak najszybciej, bo gdy wokół Falibora rozkwitnie tarcza płomieni, może być już za późno...


// Jak już, mam nadzieję, zauważyliście, Evanesca próbuje użyć kolejno Opoki, a następnie klasycznego, znanego i lubianego "fireballa"
Nie każdy chłop z widłami to Posejdon.
Avatar użytkownika
Aileen
Wójt
 
Posty: 225
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:10
Skąd: Ależ skąd!
Pochwały: 2
Ostrzeżenia: 0/5
Postać w RPG: Ablacja
    Windows Vista Chrome


Powrót do Wymiar alternatywny Dziada

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


cron