Strażnicy Życia

Jakikolwiek opis jest jeszcze potrzebny..? :)

Strażnicy Życia

Postprzez Ari » Pt, 22 cze 2012, 23:14

Bohaterowie graczy: Sasell "Południowiec", Fay, Jaspis, Arinna Weart
Ważniejsi bohaterowie niezależni: Kieresz, Tajfun, Ismail, Firato, Dziewczynka
Ważniejsze postaci niezależne: Rohen Tahir, Hokan Ashir

Cel główny: Przechwycić artefakt z Szeptu i dostarczyć go Rohenowi (w Kamiennym Zamku)
Cel drugorzędny: Przeżyć

I. Szept Sumienia

Znajdowali się w miejscu, o którym bogowie zdawali się zapomnieć. Pustynia między trawiastymi dolinami, jakby wycięta z innego krajobrazu i niedbale wrzucona tutaj. Choć tu, na skrajach nieprzyjaznych terenów, upał nie doskwierał zbyt mocno, ale duszące powietrze w parze z coraz bardziej nieznośnym smrodem nieumarłych - i owszem.
Obozowali na płaskim szczycie niewielkiego wzniesienia, skąd mieli dogodny widok na cel swojego zadania. Zachodzące słońce oznajmiało koniec kolejnego męczącego dnia. Stawiało ich w dogodnej pozycji - aby wróg ich widział, musiałby spojrzeć prosto w czerwoną gwiazdę, a tego nawet nieumarli nie potrafili znieść. Od celu ich misji dzieliło ich najeżone wystającymi głazami, strome zejście. Aby dostać się do celu, lub by wróg mógł dostać się do nich, należało iść naokoło, wejściem wprawdzie łagodnym, ale zataczającym długi łuk, co wystawiało potencjalnego agresora na śmiertelny ostrzał łuczników. O to chodziło.
Jeden z najbardziej wszechstronnych wojowników, jakiego widziała ta strona Eo, stał na skraju wzgórza i obserwował cele. Nie rozumiał, dlaczego czekali, ale skoro taki był rozkaz setnika... Porządnych dowódców było coraz mniej i należało ich szanować - nawet, jeśli oznaczało to bierne podążanie za celem i oczekiwanie na dogodny moment, w którym można zaatakować.
Inna sprawa, że coraz mniej było również dowódców żywych.
Wynalazek Hokana, który znajdował się w Szepcie, zagrażał pozycji żywych dowódców w armii Ashira. Oczywiście, nic nie mogło wykluczyć ich na stałe, gdyż dowodzący nieumarli byli jeszcze niedoskonali, ale z pewnością zagrażał ich pozycji i prestiżowi. Dodatkową wadą tego systemu był fakt, że zwolnieni ze służby u Ashira, kapitanowie ożywieńców - żywi czy nie - raczej nie mieli szans na znalezienie pracy nigdzie indziej. Pomijając Ismaila, który był obiecującym kandydatem na nekromantę. Jeśli nikt nie zechce jego usług, ten młodzieniec zapracuje sam na siebie.
Tajfun już nie miał szans na znalezienie innej pracy, a co za tym szło - utrzymanie się przy życiu. Kariera banity nie pociągała go z żadnej strony. Poza tym, jeśli zawiodą, a Kieresz to przeżyje... wtedy nie będzie żadnego "później", ta chodząca kupa złomu na pewno o to zadba. Zwłaszcza, gdy Hokan zrzuci winę za niewykonanie zadania właśnie na Kieresza.
Wiatr wiał w kierunku zachodnim, więc Tajfun postanowił spędzić tu trochę więcej czasu. Nie czuł tu paskudnej woni rozkładających się ciał. Szkielety czy zjawy leżały jeszcze w granicach jego wytrzymałości, ale fetor myśliwych i rzeźników zdecydowanie przekraczał wszelkie dopuszczalne normy. Już nawet Kieresz ładniej pachniał.
Drużyna ludzi, na którą mieli zapolować, przesuwała się powoli przez wąwóz na dole. Dwóch mężczyzn i dwie kobiety. Oni jeszcze nie wiedzieli, co ich czeka w najbliższym czasie.
A Tajfun, choć wiedział, co ich czeka, nie wiedział, kiedy.
Miał nadzieję, że już niedługo.

***

Słońce zachodziło zdecydowanie szybciej niż powinno. Światło przestało docierać do wąwozu, gdy byli dopiero w połowie jego długości. Nie mieli wyjścia, musieli rozłożyć obóz na dole. Tym razem pierwszym wartownikiem został człowiek nazywany Południowcem.
Dziwne uczucie bycia obserwowanym nie opuszczało go ani na minutę. Początkowo tłumaczył to sobie bliskością nekropolis, miasta nieumarłych. Nękane wiecznym nie-życiem, zmuszone do niekończącej się niewoli, obdarte z wolnej woli potwory zdawały się patrzeć na nich z dołu.
Centrum Szeptu ulokowane było w kotlinie. Nocą praktycznie nie dało się go zauważyć - ponure, ciemne budynki nie były rozjaśniane żadnym światłem. Jedynie nieliczne kwatery żywych żołnierzy i dowódców, znajdujące się najdalej od nich, migotały mdłym, żółtym blaskiem. Na tak bezbarwnym i nudnym tle imponująco prezentował się zamek rozświetlony tu i ówdzie płomieniami latarni i pochodni. Była to rezydencja Hokana, przebywającego obecnie na spotkaniu Kręgu w okolicach Szarogórza. Mimo tego, zamek zapewne tętnił życiem (nie-życiem również), liczni słudzy, to żywi, to umarli, opiekowali się tą w połowie fortyfikacją, w połowie rezydencją w trakcie nieobecności ich pana.
Zamek okalany był przez gród, ten z kolei przez podgrodzie - tradycyjny, znany wszystkim układ. Żadna z tych części nie była szczególnie ufortyfikowana. Owszem, na dachu zamku zapewne znajdowały się machiny obronne, a wokół owej rezydencji stały obronne wieże - tak samo, jak wewnątrz i na skraju grodu, ale nie było miejsc otoczonych jakimkolwiek obronnym murem czy choćby prymitywnym zasiekiem. To znacząco ułatwiało dostanie się do miasta i zwiększało ich szanse na przeżycie.

***

Podszedł do niego cicho i niepostrzeżenie, jak sama śmierć. Człowiek zwany Kolekcjonerem poklepał go wesoło po ramieniu i wyłonił się zza jego pleców.
- Zagramy? - Zapytał wesołym, melodyjnym głosem, jakby był karczemnym kanciarzem czy trubadurem.
Tajfun nie miał ochoty z nim grać. Zresztą, dwa wieczory temu przegrał swój ostatni bukłak z piwem. On zawsze wygrywał, niezależnie od gry, jaką wybierali. Zapewne gdyby urządzili zawody w rzucaniu kurczakami na odległość, ten pieprzony farciarz wygrałby nawet z wkurzonym Kiereszem.
- Jedną partyjkę... - Kolekcjoner nie ustępował, powoli wytrącając Tajfuna z równowagi. - Proszę...
- Idź zagrać z Ismailem. Albo którymś z myśliwych. Ja stoję na czatach.
- Ismail mógłby postawić już tylko swoją klaczkę. Umarlaki są na to za sztywne. I za tępe, nie rozumieją zasad.
- Zagraj z Kiereszem.
- Samobójcą nie jestem.
- Ty nie...
Jeden rzut oka na Tajfuna i Firato (bo tak miał na imię Kolekcjoner) wiedział, żeby nie zadawać głupich pytań. Spojrzenie jego kompana utkwione zostało w czterech osobach.
Tajfun miał rację, uznał Firato. Trzeba być samobójcą, by próbować dostać się do martwego miasta, samemu będąc żywym...

***

Rohena bardzo interesowała księga, którą mieli zdobyć. Specjalnie dla zwiększenia szansy na powodzenie misji zaaranżował spotkanie Kręgu i celowo wybrał miejsce tak odległe od miasta umarłych. Wynajęci przez niego ludzie nie mieli zbyt wiele czasu.
W chwili, gdy nocowali w obozie, pozostały im trzy dni do opuszczenia Szeptu. Im później wyjdą z miasta, tym większe ryzyko zastania Hokana w jego włościach. Im dalej od miasta będą w momencie, gdy Ashir dowie się o kradzieży, tym lepiej dla nich.
Sasella nie opuszczało wrażenie bycia obserwowanym, ale na pobliskich skałach ani nigdzie w promieniu jego widzenia nie mógł dojrzeć sylwetek jakichkolwiek żywych stworzeń. Martwych zresztą też. Wydawało się, że są sami na tej przeklętej pustyni. Może właśnie dlatego to dziwne uczucie go nie opuszczało?

***

Rano nadal wszyscy byli żywi. Poza Fay, która stała na warcie jako ostatnia i miała pełne prawo narzekać na niewyspanie. Kilka godzin konnej jazdy niewiele jej pomogło.
Nie poruszali się w zabójczym tempie, ale zdecydowanie szybciej niż piechurzy. Nie mieli zbyt wielu zapasów, ale prędzej zostaną zamordowani po drodze, niż one się skończą - przy rozsądnym gospodarowaniu, naturalnie.
Tego dnia, wedle planu, mieli zawitać do podgrodzia (czy też przedmieścia) Szeptu. Nie napotykając nigdzie śladu umarłych bądź żywych armii, śmiało postępowali naprzód. Według instrukcji Rohena, nie musieli obawiać sie umarłych, dopóki nie natkną się na ich dowódcę - czy to żywego, czy martwego. Pospolici nieumarli nie rzucali się na żywe cele bez odpowiedniego rozkazu. Z tego, co mówił Rohen, miało to na celu uniknięcie sytuacji, kiedy bezmózgie zastępy rzucą się na swego ludzkiego kapitana.

***

- Sam się nimi zajmę.
Nie śmieli kwestionować decyzji. W innym wypadku mógł przecież zająć się najpierw nimi, dopiero potem tamtymi ludźmi, a to nie miało żadnego sensu. W armii Tahira takie przypadki zdarzały się zdecydowanie zbyt często, zresztą, po co mieli się narażać? Skoro chciał się nimi sam zająć, niech się zajmie.
W spokoju, co u Kieresza było podejrzane, przekazał im resztę planu. Był całkiem logiczny, jak każdy jego plan. Mogli nazywać go kupą mięśni, ale łeb to on również miał.
Firato, Tajfun i Ismail udali się na umówione stanowiska. Tego dnia zatriumfować miała śmierć.
Pytanie, czyja.

***

Porażająca cisza. Opuszczone domy. Żadnego wiatru, tylko prażące niemiłosiernie słońce.
Spustoszenie.
I szepty.
Zdawało im się, że są tu sami. Dotarli do przedmieścia, ale nie tego się spodziewali - podświadomie spodziewali się hordy nieumarłych, rzucającej się w ich stronę. Nie spodziewali się znaleźć kilkudziesięciu opustoszałych domów, pozostawionych sprzętów domowych, porozrzucanych krzeseł z powyłamywanymi nogami, stołów połamanych na części, sienników leżących to tu, to tam...
I, przede wszystkim, nie spodziewali się absolutnej ciszy. Aż głupio było się odezwać. Każdy szept zdawał się być niepożądanie głośny. Dlatego na razie nie odzywali się. Nasłuchiwali. Szukali jakiegokolwiek znaku życia w mieście umarłych. Spędzili tu jedynie kilka pacierzy, ale wiedzieli już, skąd wzięła się nazwa miasta. W widmowym mieście pełno było tylko i wyłącznie szeptów. Być może podpowiadała im to wyobraźnia. Niczego nie było w polu widzenia.
Znajdowali się w jednym z najwyższych punktów miasta. Aby zmniejszyć ryzyko wykrycia, musieli - paradoksalnie - zejść na dół, do głównej części miasta. Jak najszybciej.
W swej upiornej ciszy i braku jakigokolwiek ruchu, Szept wyglądał majestatycznie. Smukłe, wysokie budynki w centrum zdawały się ścigać w drodze do nieba. Wiele z nich zbudowanych było z obsydianu. W dali widzieli kościane wieże - strażnice. Ich musieli unikać. Tu jednak nie było ich zbyt wiele. Miasto wręcz zapraszało...

Z zamyślenia wyrwał ich dziwny dźwięk. Jakby... pisk. Nienaturalnie wysoki śmiech kobiety, upiornie wbijający się w uszy i docierający aż do mózgu. Sam dźwięk trwał krótko, co najwyżej kilka sekund, ale echo po nim zdawało się wstrzącać okolicznymi wzniesieniami i wzdragać delikatnymi wieżyczkami Szeptu.
Paskudny dźwięk dochodził z jednego z dalszych domów lub jego okolic. Nadal jednak był to wysunięty na zewnątrz fragment Szeptu.

Echo umilkło, widocznie znudzone ciągłym powtarzaniem jazgotu. Znów zapadła śmiertelna cisza. I tylko szepty w ich głowach nie chciały milknąć.

Idź stąd.
Grunt to szczerość (wyrwane z kontekstu, ale co tam)...
Hju napisał(a):Ja tu modem nie jestem, Fen. Czasem tak bana strzele tylko...


"Przeze mnie droga w miasto utrapienia
Przeze mnie droga w wiekuiste męki
Przeze mnie droga w naród zatracenia (...)
Ty, który wchodzisz
Żegnaj się z nadzieją..."
Avatar użytkownika
Ari
Administrator
 
Posty: 1322
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:10
Skąd: Z Brzuszka Mamusi
Pochwały: 4
Ostrzeżenia: 0/5
    Windows 7 Chrome

Re: Strażnicy Życia

Postprzez Landaen » N, 24 cze 2012, 11:12

Paskudne to było miejsce. Pustynia jak okiem sięgnąć, smród trupów i te wszechobecne szepty. Samopoczucia zdecydowanie nie poprawiły mu też godziny spędzone w siodle.

Tyle dobrego, że z wartą nie trafił najgorzej. Dostał drugą, zaraz po Południowcu, co stwarzało perspektywy jej odespania przed rankiem. Na wachcie usadowił się na skraju obozu, z arbalistą w ręce. Wpatrzony w blade światełka na horyzoncie, znaczące ich cel, wsłuchiwał się w otaczające go dźwięki. Słyszał jednak tylko szepty, do jego uszu nie dobiegło żadne klekotanie kości czy ciężkie szuranie nóg zombie. To pewnie napawałoby Jaspisa niejakim optymizmem, gdyby nie świadomość, że jest obserwowany.

Trzy dni. Tyle zostało im do opuszczenia Szeptu. Dobrze byłoby, gdyby wcześniej nikt nie zauważył ich obecności. Nie to, że specjalnie bał się śmierci. Odkąd został runicznym, zdarzyło mu się już umrzeć. Co prawda, uczucia towarzyszące zgonom były dalekie od przyjemności, ale dało się to znieść. Jaspis chciał jednak wykonać zadanie, bo mogło to zaowocować nagrodą u Tahira. Może nawet wolnością...

Gdy jego warta dobiegła końca, skrytobójca obudził następną osobę, uzdrowicielkę Arinnę. Zasypiając, zdążył jeszcze wyrazić w umyśle nadzieję, że rano będzie miał głowę na szyi.

Jak zwykle, nic mu się nie śniło. I dobrze.

***

Następnego dnia jechali konno przez kilka godzin. Rzyć Jaspisa, nieprzyzwyczajona do długich wycieczek na końskim grzbiecie, dosadnie wyrażała swój protest, boląc jak jasna cholera. Prawdziwym błogosławieństwem wydał się więc widok podgrodzia.
Powitała ich cisza. Żadnych ożywieńców, duchów czy nekromantów, czekających na wysłanników Rohena, po prostu przejmująca cisza. Z rodzaju tych, które aż dudnią w uszach. Jaspisa, trzeba przyznać, zbiła ona z pantałyku. Pojawiające się szepty też były nieco inne niż te, które słyszał na noclegu. Te zdawały się być bardziej skoncentrowane, obdarzone wolą, wiedzące, co chcą powiedzieć.

Skrytobójca ogarnął spojrzeniem ruiny pod nim. Wyglądało to tak, jakby była tu kiedyś spora osada, której mieszkańcy odeszli w jednej chwili. Jaspis nie znał historii tego miejsca i szczerze mówiąc - niewiele go ona obchodziła. O wiele ważniejsi byli teraz obecni mieszkańcy miasta czy kościane wieże, sterczące gdzieniegdzie wśród ruin.

Nagle dał się słyszeć dziwny dźwięk, coś jakby śmiech kobiety. Wysoki wwiercający się w uszy i mózg pisk, upiorny i okrutny. Trwał krótko, choć odbijał się od budynków i wzniesień jeszcze długą chwilę. Jaspis natychmiast zeskoczył z konia, jego dłoń powędrowała do broni. Nie obawiał się samego źródła dźwięku - znajdowało się ono raczej zbyt daleko, by móc im bezpośrednio zaszkodzić - ale raczej tego, co mogło ten dźwięk usłyszeć i zostać przezeń do ich czwórki. Hordy trupów, na przykład.

-To jakaś zjawa? - zwrócił się do pozostałych członków drużyny, mając nadzieję, że przynajmniej dwie specjalistki od magii będą wiedziały, co wydaje takie piski. Czy to im zagraża. I jak się z tym, w razie czego, walczy.
Avatar użytkownika
Landaen
Łowca postów
 
Posty: 146
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:11
Pochwały: 1
Ostrzeżenia: 0/5
Postać w RPG: Falibor
    Windows 7 Firefox

Re: Strażnicy Życia

Postprzez Aileen » N, 24 cze 2012, 11:25

Dereń był chyba najbardziej niewygodnym wierzchowcem w całym Eo. Wysoki, bardzo szybki i dość szczupły, posiadał zdumiewający talent do wybijającego z siodła kłusa i przeskakiwania nawet najmniejszych przeszkód. Fay często lubiła narzekać na "kanciastego" Derenia, teraz jednak błogosławiła fakt, że musiała sie skupić na jeździe. Nigdy więcej nie pozwoli by wyznaczono ją na ostatnią wartę, inaczej w roztargnieniu przegapi nawet szóstkę szkieletów tańczących jej przed nosem.
Fryga dała dyla kilka dni temu. Nie pojawiła się od tego czasu, aczkolwiek Fay miała wrażenie, że ten niewielki czarny punkcik na niebie jest właśnie podążającą za nimi kawką. Cóż, z takiej wysokości nawet kościane wieże jej nie dosięgną.

Z chwilą, gdy wydostali się z wąwozu z Fay uleciały resztki senności. Cisza okryła wędrowców niczym ciężki całun. Nienaturalna cisza. Żadnego dźwięku, nawet szelestu łapek uciekającego szczura. Po prostu nic. Widok też nie był zachęcający. Fay stłumiła chęć zawrócenia wierzchowca i szybkiej ucieczki. Między innymi dlatego, że zwyczajnie nie mogła.
Nie, chwila, było jednak coś. Czy tak było naprawdę, czy działo się to tylko w jej głowie, Fay szybko pojęła, dlaczego to "miasto" nazwano Szeptem. Po minie kompanów wywnioskowała, że nie tylko ona "słyszy głosy".
Ciszę rozdarł przenikliwy, nieludzki chichot. Odruchowo zatkała uszy i jęknęła, gdy tysiące cienkich igiełek zdawało się wbijać w jej mózg. Dereń, choć wiele w swym życiu widział, też chyba osiągnął granice wytrzymałości. Wstrząsnął się i stanął dęba, nie wydał z siebie jednak nawet cichego rżenia. Fay z trudem utrzymała się w siodle.
Wrzaskun? Upierdliwa, rogata zjawa? A może po prostu część tutejszej magii? Wolała się nie przekonywać na własnej skórze. Chichot upiora uczynił jednak przynajmniej jedną dobrą rzecz. Fay wprost nie mogła się doczekać kiedy poczęstuje agresora najbardziej śmiercionośnym zaklęciem jakie zna. Pytanie tylko, czy czarna magia zrobi krzywdę nieumarłym?
Fay zebrała spłoszonego konia i zmusiła, by dołączył do reszty grupy. Przestraszone zwierze wcisnęło się między pozostałe konie. Potężny wierzchowiec Arinny nawet nie drgnął kiedy Dereń odbił się od jego boku, natomiast Fay prawie skręciła kostkę, gdy wałach otarł się o klacz Ursegora. Wymruczała jakieś przeprosiny, które i tak utonęły w wszechobecnej ciszy. Echo umilkło.

Spustoszona okolica wydawała się wymarzonym gniazdem hord truposzy. Nikt jednak nie atakował. Pułapka, a może norma? Może w niższym kręgu miasta czeka ich obdarta ze skóry armia zwłok?
Jeśli to pułapka, nie mają innego wyboru jak uruchomić jej mechanizm. I tak muszą iść naprzód. W tym momencie rola Fay jako przewodnika zakończyła się. Nigdy nie była w tym miejscu, a aktualnie mogła powiedzieć tylko gdzie nie iść.
- To jakaś zjawa? - spytał Jaspis.
- Wrzaskun. Może zwykły upiór. Z ani jednym ani drugim nie powinniśmy się spotykać. - mruknęła Fay. Jej cichy głos wydawał się głośnym krzykiem w otaczajacej ich ciszy. Dereń zatańczył w miejscu, pełen najszczerszych chęci do odwrotu. Zmusiła go by uczynił kilka kroków w przód.
- Pospieszmy się. Im szybciej przedrzemy się przez miasto, tym lepiej dla nas.
Rozejrzała się z nadzieją po zebranych, czy może ktoś zdecyduje się przejąć przewodnictwo.
Nie każdy chłop z widłami to Posejdon.
Avatar użytkownika
Aileen
Wójt
 
Posty: 224
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:10
Skąd: Ależ skąd!
Pochwały: 2
Ostrzeżenia: 0/5
Postać w RPG: Ablacja
    Windows Vista Firefox

Re: Strażnicy Życia

Postprzez Eon » N, 24 cze 2012, 16:17

Choć cieszył się na myśl o kolejnej wycieczce w nieznane, Sasell od momentu przywitania się z okolicami Szeptu zaczął gardzić wszystkimi poznanymi ówcześnie poszukiwaczami przygód, którzy zachwalali to miejsce. Było ono zwyczajnie ohydne wizualnie, a fakt, że zbliżając się do punktu przeznaczenia narastał wstrętny smród nieumarłych wystarczył, by Południowiec uznał, iż nie chce tu nigdy więcej wracać. Jeszcze żadna rzecz tak mocno go nie odpychała. Nie mógł jednak porzucić zlecenia, bowiem był na służbie, a misja wydawała się niezwykle istotna. Na co Rohenowi ten artefakt?

Okazję do przyjemnej kontemplacji w samotności, Sasiek wyniuchał przy rozbijaniu obozu. Wtedy też zaproponował, że wyjdzie pierwszy i stanie na warcie. Teoretycznie, zamyślanie się pilnując trójki pozostałych kompanów i bacząc na niebezpieczeństwa nie jest najlepszym sposobem by przetrwać noc w jednym kawałku, ale od czasu do czasu trzeba nieco zluzować, zanim otoczenie doszczętnie rozwali ci psychikę. Co ciekawe i irytujące zarazem, młoda runa nie była w stanie oczyścić myśli. Miała wrażenie, że non stop gapi się na nią... no właśnie, kto? W każdym razie, gdy zmiana Ursegora już się zakończyła, nie pozostało mu nic innego, jak skorzystać z odpoczynku.

Rankiem, gdy inni gotowali się do wymarszu, wojownik ostrzył broń siedząc oparty o kamień. Tak na wszelki wypadek, może wpadną na hordy zombiaczków, czy coś... Mina Fay była wystarczającą motywacją do dalszej podróży. Brak odpowiedniej ilości snu w ich przypadku był straszny tylko na początku, później organizm się przyzwyczajał i był zdolny wytrwać w niesprzyjających okolicznościach nawet tygodnie.

Po drodze Południowiec kilkunastokrotnie odwracał się za siebie, wypatrywał wrogów z przodu i po bokach. Był zaaferowany, owszem, ale od czasu do czasu przejawiał młodzieńczą nieodpowiedzialność, na przykład porzucając zasady na rzecz pałaszowanego podczas jazdy drugiego śniadania. Ludność miasta zdechlaków (a raczej jej brak) zachęcała to kontynuacji wycieczki. Przedmieścia stały otworem, całość okazała się niepokojąco łatwa...

Nikt nie pragnął usłyszeć kobiecego śmiechu w swojej głowie, nikt. Dotąd spokojny jeździec w płytowej zbroi, zatrzymał niewzruszoną klacz i zaczął nasłuchiwać. Tchórz Dereń zirytował "koleżankę", gramoląc się do niej. Pewnie zostałby obdarowany solidnym kopniakiem, lecz wierzchowiec Saśka był wyuczonym stworzonkiem. Nie było mowy o wierzganiu, gdy ktoś siedzi w siodle.

- Nie powinniśmy się zatrzymywać - odparł słysząc niewyraźne słowa z ust Temeraire. Zaniepokoił go dopiero wyraz "wrzaskun". Znał te potwory. Zdecydowanie wolał nie angażować się z nimi w potyczkę. Wskrzeszone bestie o czterech twarzach, nieodpornych zabijały samym wyglądem, a na upartych przygotowywały silne zaklęcia czarno-magiczne, bądź nierzadko porażały umysły biedaków, przekształcając ich w warzywa. Przywrócić takowe stwory do życia, a kontrolować je - dwie różne bajki.

~ Idź stąd.
~ Chciałbym. Nie mogę.


Pobudziwszy klaczkę, woj wypchnął ją na przód i nie patrząc czy pozostali podążają, ruszył przed siebie. Wiedząc mniej więcej gdzie ma się udać, obrał ustalony kierunek. Nie, nie podobało mu się prowadzenie...
Ludzie uważają, że czas jest ważny, ponieważ sami go wymyślili.
Avatar użytkownika
Eon
Postrach moderatorów
 
Posty: 670
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:10
Pochwały: 11
Ostrzeżenia: 0/5
    Windows 7 Firefox

Re: Strażnicy Życia

Postprzez Elley » Pn, 25 cze 2012, 14:55

Dziewczyna przygotowała wierzchowca do podróży i wsiadła na niego. Przycisnęła łydki i ruszyła za resztą towarzyszy. W czasie drogi panowała cisza, nikt nawet nie odważył się odezwać. Nazwa miejsca ją intrygowała... Szept... Słyszała ciche dźwięki, jakby ktoś mówił. Wzrokiem obserwowała teren oraz towarzyszy, nasłuchiwała najmniejszego szeptu, który mógł świadczyć o ataku. Nic takiego nie nastało, byli sami przez tą drogę, na razie nie mieli okazji do pokazania swoich umiejętności. Wkroczyli do wioski, tu było niebezpieczniej, wręcz przerażająco. Tu na pewno znajdowali się wrogowie. Nagle rozległ się pisk, mocny i wręcz ogłuszający. Mocno chwyciła wodze, aby nie pozwolić wierzchowcowi na poniesienie, czy inny gest nieposłuszeństwa. - Pospieszmy się. Im szybciej przedrzemy się przez miasto, tym lepiej dla nas. - powiedziała dziewczyna. Arinna zgodziła się z tym, cokolwiek to było, nie powinni tego spotkać. Ruszyła za mężczyzną, wolała się nie odłączać od grupy.
Avatar użytkownika
Elley
Skrytopisarz
 
Posty: 15
Dołączył(a): Pn, 28 maja 2012, 16:52
Pochwały: 0
Ostrzeżenia: 0/5
    Windows 7 Chrome

Re: Strażnicy Życia

Postprzez Ari » Cz, 28 cze 2012, 17:34

Nie możesz. Musisz. Idź stąd.

Uderzenia kopyt o ziemię rozcinały powietrze ogłuszającym tętentem. Zdawało się, że z pozoru niegłośne stukanie podków o utwardzony, suchy grunt było tu wyolbrzymione do granic hałasu. Wszyscy mieli wrażenie, że samym oddechem są w stanie obudzić zmarłych. Oczywiście, tu, w Szepcie, żaden umarły nie zaznał snu od niepamiętnych mu lat, ale świadomość, że mogą zwrócić na siebie uwagę ożywionych ludzi (i oby byli to tylko ludzie), nie należała do najprzyjemniejszych.
Dotychczas przerywaną przez nich ciszę zakłócił jeszcze jeden dźwięk. Cichutki głosik, jakby dziecka. Jadący na czele Sasell odruchowo zatrzymał klacz, reszta natychmiast wstrzymała swoje konie. Nasłuchiwali. Głos dochodził z jednego z pobliskich domów, a niektóre zasłyszane i zrozumiane słowa wskazywały na to, że dziecko prowadzi z kimś rozmowę. Nikogo innego nie było jednak słychać. Co więcej, nie docierały do nich żadne odgłosy kroków, krzątania się po domu - słowem, nic, co wskazywałoby na obecność kogokolwiek wewnątrz domu.
- Powiedz! - Piskliwy głosik, jakim obdarzone mogło być tylko dziecko, zabrzmiał znacznie głośniej. - Dlaczego mój tatuś nie pozwala ci się ze mną bawić!?
Necące umysły szepty chwilowo zeszły na dalszy plan. Stały się jakby mniej stanowcze, mniej natrętne i na pewno o niebo bardziej ciche.
Mimo braku doświadczenia w aspektach nekromanckich miast, nowoprzybyli byli niemal pewni, że małe dzieci nie powinny bezkarnie baraszkować po mieście pełnym wygłodniałych ożywieńców. Z drugiej strony, typowo dziecięcy, zapewne naturalny dziecięcy talent do odnajdywania kłopotów z jednoczesnym unikaniem niebezpieczeństw przywiódł tu tę biedną osobę.
Dzieciak wypiszczał jeszcze kilka niezrozumiałych słów, po czym rozległy się odgłosy tupania po deskach i już po chwili z miejsca, gdzie powinny być drzwi, a ziała spora dziura, wybiegła dziewczynka. Nie zwróciła najmniejszej uwagi na podróżnych, jedynie po kilku krokach znów odwróciła się do wnętrza domu, z którego ledwo wyszła.
- Ty nigdy nie chcesz mówić! - Krzyknęła, wymachując drobną rączką w stronę domu. Krzyk dziewczynki, co dziwiło wszystkich, wydawał się być znacznie bardziej cichy od ich oddechów czy stukania podków. Był jakby naturalną częścią krajobrazu Szeptu, w przeciwieństwie do nich samych. - Ani się ze mną bawić! W takim razie ja też nie będę się z tobą bawić! I nie będę się do ciebie odzywać, nawet bardziej niż ty do mnie!'
Po czym, z iście królewską miną odwóciła się tyłem do domku, tupnęła szmaragdowym trzewiczkiem, aż kurz musnął jej sięgającą do kolan czarno-białą sukienkę. Długie czarne włosy spłynęły falami po plecach, gdy dziewczynka zadarła nosek do góry, a trzymany w bladej rączce pluszowy miś z delikatnie jarzącymi się zielonymi oczyma zadrżał lekko. Dziewczynka stała teraz tyłem do istoty, która nie chciała się z nią bawić, a także do drużyny, która właśnie weszła do miasta.
W domu nadal nie dawała się znaleźć żadna oznaka czyjejś obecności. Szczątki budynku wydawały się być równie puste, co cała reszta okolicznych domostw.
Grunt to szczerość (wyrwane z kontekstu, ale co tam)...
Hju napisał(a):Ja tu modem nie jestem, Fen. Czasem tak bana strzele tylko...


"Przeze mnie droga w miasto utrapienia
Przeze mnie droga w wiekuiste męki
Przeze mnie droga w naród zatracenia (...)
Ty, który wchodzisz
Żegnaj się z nadzieją..."
Avatar użytkownika
Ari
Administrator
 
Posty: 1322
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:10
Skąd: Z Brzuszka Mamusi
Pochwały: 4
Ostrzeżenia: 0/5
    Windows 7 Chrome

Re: Strażnicy Życia

Postprzez Eon » Pt, 29 cze 2012, 17:35

~ Nie możesz. Musisz. Idź stąd.
~ Wiesz, że to nie jest zbyt gościnne, no nie?


Sasiek chcąc nie chcąc musiał prowadzić, bo choć grupa przywódcy nie miała (i oby się takowego nie doczekała), to nikt nie kwapił się by przejąć pałeczkę pierwszego jeźdzca w "orszaku". Interesowało go natomiast, czemu głos w jego głowie czyta mu w myślach. Normalnie nie znajdują się w pobliżu żadne osoby, co tylko bardziej utwierdziło wojownika w przekonaniu o paskudnej niezwykłości tego miejsca. Trudno uznać coś takiego za rozmowę, ale odpowiadanie w głowie na próby perswazji niewiadomego pochodzenia to coś, co runa w tenże sposób skategoryzowała. Nowe doświadczenia, fajna sprawa...

Raptem klacz na przedzie zatrzymała się, a jej właściciel dał ręką znak pozostałym by również to uczynili. Kolejny szmer. Jakiś szept, pomruk... ostatecznie skrzeczenie, pewnie małej dziewczynki. I tym razem Ursegor się nie pomylił, co udowodniła niedługo potem teatralna scena, dość kiepsko wyreżyserowana. Czarna komedia, jak nic!

Wybiegające dziecko, krzyczące sobie rezolutnie na wyimaginowanego przyjaciela, miotające fochami niczym lodowymi kulami. Tu chyba nie ma normalnych osób. Aż żal było patrzeć. Nie, nie na szkraba. Na zakutego w pancerz Południowca. Zawsze wolał wypełniać rozkazy, niż je podejmować. A teraz stanęło przed nim ciężkie zadanie... udawać, że się tym przejął? Aktor z niego kiepski. Oszukiwać nikogo nie chce. Bez solidnej potrzeby, naturalnie. Z każdą chwilą drużyna może zostać otoczona, pal licho, gdyby to byli żywi... nie, zapach nie pozwolił nikomu zapomnieć. Wkraczając w progi miasta umarłych wypada spodziewać się właśnie tych ostatnich.

- Nie nasza sprawa. Postój niewskazany - wyburczał nowy "przewodnik". Odczekał sekundkę i niewzruszony ruszył przed siebie, przecież nic ważnego się nie stało. Nie potrafił okazać sztucznego zainteresowania. Przygnębiające? Niezbyt.
Ludzie uważają, że czas jest ważny, ponieważ sami go wymyślili.
Avatar użytkownika
Eon
Postrach moderatorów
 
Posty: 670
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:10
Pochwały: 11
Ostrzeżenia: 0/5
    Windows 7 Firefox

Re: Strażnicy Życia

Postprzez Aileen » So, 30 cze 2012, 18:24

Fay ruszyła za wojownikiem, gdy tylko ten zdecydował się poprowadzić. Trzymała się pół kroku za nim - w razie ataku z frontu będą mieli większe szanse. Dereń potrafił iść w szyku, dzięki temu magini mogła sobie pozwolić na obserwację okolicy bez ciągłego zbierania wierzchowca.

~ Idź stąd.

W głębi duszy wiedziała, że pozorny spokój nie potrwa zbyt długo. Sasell pokierował drużynę niebezpiecznie blisko źródła tamtego hałasu, aczkolwiek echo nie pozwalało dokładnie określić domu, z którego wyła upiora. Stukot kopyt o twardą, suchą ziemię wydawał się niepoprawną anomalią w tym mieście ciszy. Drażnił uszy i dekoncentrował.
Dereń zatrzymał się dokładnie w tym samym momencie co klaczka Ursegora. Fay dosłyszała cichy, cieniutki głosik. Po plecach przeszedł jej zimny dreszcz. Wytężyła słuch, próbując zidentyfikować osobę ( a może potwora?) która właśnie szczebiotała w opuszczonym domu. Ze zgrozą przysłuchiwała się rozmowie - niby niewinnej, dziecięcej pogawędce z "przyjacielem". Szept jednak był gniazdem najgorszego plugastwa na Eo, nie było tu miejsca dla dzieci.

~ Idź. Idź stąd.

Jak się szybko przekonała, z zrujnowanej chałupy wypadła mała dziewczynka. Fay bardziej rada byłaby z trójgłowego, latającego stwora. Już leżałby martwy.
- Ty nigdy nie chcesz mówić! - krzyknęło dziecko. Fay odruchowo skrzywiła się. Nawet stukot kopyt świdrował uszy w tym ponurym miejscu. Jednak, ku jej zdumieniu, skrzekliwy głosik dziewczynki jakby... pasował do tego miejsca.
To nie mogło być normalne dziecko. O ile to w ogóle był człowiek.
Dziecina zupełnie nie zwracała uwagi na grupkę runicznych, jakby żyła w swoim własnym świecie. Tymczasem oni znajdowali się dokładnie pomiędzy obrażonym, upiornym dzieckiem a zrujnowaną chatą, w której ukrywał się ów "przyjaciel". Fay popędziła konia, by zejść z drogi ewentualnemu stworowi. Dereń podskoczył do przodu, wyraźnie zdenerwowany. Teraz mogła ujrzeć kawałek obrażonej twarzy dzieweczki. Ściskała pod pachą pluszową zabawkę, która także nie sprawiała miłego wrażenia.
- Nie nasza sprawa. Postój niewskazany - mruknął Sasell i ruszył. Fay po raz ostatni spojrzała na dziecko i popędziła Derenia. Ursegor miał rację, im dalej od czegoś takiego, tym lepiej. Podczas swych podróży nieraz natknęła się na przerażające istoty i nauczyła się przynajmniej jednego - nie kuśić losu. Dziewczynka, pomimo niewinnego wyglądu, mogła być śmiertelnie niebezpieczna.

~ Kim jesteś, że każesz mi stąd odejść?

Wysyczała kilka ostrych słów. Przekleństwa Norcainów były dużo lepiej dopasowane do takiej sytuacji niż te ludzkie. Czujna na najmniejszy szelest, jakikolwiek sygnał że coś wypełza z chaty, podążyła za Sasellem, dając znak ręką, by drużyna się pospieszyła.

~ Nie pójdę stąd. Nie mogę...
Nie każdy chłop z widłami to Posejdon.
Avatar użytkownika
Aileen
Wójt
 
Posty: 224
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:10
Skąd: Ależ skąd!
Pochwały: 2
Ostrzeżenia: 0/5
Postać w RPG: Ablacja
    Windows Vista Firefox

Re: Strażnicy Życia

Postprzez Elley » So, 30 cze 2012, 19:40

Dzeiwczyna przysłuchiwała się, lecz dźwiękiem, który jedynie słyszała był stukot kopyt. Tyle razy go słyszała, lecz teraz wydawał się jej obcy, wręcz niepokoił ją. Jechała blisko towarzyszy, niechętnie, ale wiedziła, że inaczej zginie. Poruszanie się w krainie, gdzie w każdej chwili mogła napotkać armię nieumarłych. Tak, zdecydowanie, w takiej chwili wolała być przy wojowniku lub magu. Nie była bardzo przerażona, ale wolała nie zginąć zbyt szybko.

Nie możesz. Musisz. Idź stąd.

Arinna przez chwilę znieruchomiała, te słowa, ten głos... Musiał należeć do dziewczynki. "Co ona tu robi ? Kim ona jest ?" zastanawiała i w ostatniej chwili zdążyła wychamować, aby nie wpaść w zad konia, który jechał naprzeciw. Ominęła go i stanęła na równi z Sasellem. Miał podniesioną rękę, co świadczyło, o tym żeby stanąć. Po chwili wzrok skierowała na ową dziewczynkę, która dość teatralnie mówiła do pewnej postaci. Wydało się jej to dość dziwne i postanowiła mieć się na baczności, jeśli się dało bardziej.
- Nie nasza sprawa. Postój niewskazany - Usłyszała męski głos, a przy tym tętent kopyt. Minął ją Sasell i wtedy ruszyła szybciej konia. Niekiedy niezauważalnie oglądała się za siebie, miała pewne przeczucia, może strach jej mówił, że lepiej mieć oczy "dookoła" głowy.
Avatar użytkownika
Elley
Skrytopisarz
 
Posty: 15
Dołączył(a): Pn, 28 maja 2012, 16:52
Pochwały: 0
Ostrzeżenia: 0/5
    Windows 7 Opera

Re: Strażnicy Życia

Postprzez Ari » Cz, 5 lip 2012, 12:10

Zostaliście ostrzeżeni - szepty już więcej się nie pojawiły, nieco oczyszczając to, co działo się obecnie w głowach czterech runicznych.

Dziewczynka zdawała się nie zwracać najmniejszej uwagi na podróżnych - tak, jakby byli tu od zawsze i stranowili całkiem normalny widok. Mówiła jeszcze do swojego wyimaginowanego przyjaciela o zabawie, fochach i tatusiu, który nie pozwala mówić.
- No, nareszcie! - Pisknęła, gdy nowoprzybyli minęli ją na dobrych kilkanaście metrów. Gdyby tylko mogli zobaczyć jej twarz w tej chwili... Nie mogli. Ale mogli usłyszeć wykrzyczane w strachu słowa. - Nie rób tego! Tatuś zabronił atakowania ludzi! Przecież obiecałaś!
Rozległ się świst. Tuż przed twarzą jadącego z tyłu Jaspisa z morderczą prędkością przemknęła strzała, by dosłownie w mgnieniu oka utknąć w desce pobliskiego... nazwijmy to domem.
Jaspis odruchowo odwrócił się w stronę, z której musiał strzelać łucznik, błyskawicznie dobywając najbliższego mu noża.
Na pierwszy rzut oka, nie było tam nikogo. Na każdy kolejny, również. Zapewne mieli do czynienia z czymś, co lubiło pochować się za licznymi tu budynkami, poczatować, wystrzelić z ukrycia i powtórzyć operację aż do momentu uzyskania czterech trupów.
Dziewczynka wciąż rozmawiała z powietrzem na temat tego, co jej tatuś sądzi o zjadaniu ludzi.
Zza nich dały się słyszeć odgłosy marszu, uderzania nóg o ziemię, czasem też szurania. Bystre ucho Nilei wychwyciło również konnego jeźdźca. Od przodu drogę utrudniały stojące w nieładzie domy, postawione to tu, to tam, bez żadnej logiki. Tuż za nimi teren zataczał łagodne półkole, powolutku schodząc w dół.
Grunt to szczerość (wyrwane z kontekstu, ale co tam)...
Hju napisał(a):Ja tu modem nie jestem, Fen. Czasem tak bana strzele tylko...


"Przeze mnie droga w miasto utrapienia
Przeze mnie droga w wiekuiste męki
Przeze mnie droga w naród zatracenia (...)
Ty, który wchodzisz
Żegnaj się z nadzieją..."
Avatar użytkownika
Ari
Administrator
 
Posty: 1322
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:10
Skąd: Z Brzuszka Mamusi
Pochwały: 4
Ostrzeżenia: 0/5
    Windows 7 Chrome

Re: Strażnicy Życia

Postprzez Landaen » So, 7 lip 2012, 15:13

Szepty w jego głowie zniknęły raptownie. Bardzo dobrze, Jaspis wreszcie mógłby spokojnie o czymś porozmyślać. Na to jednak nie miał czasu.

Najpierw usłyszał wrzask dziewczynki. W dalszym ciągu rozmawiała ze swoim przyjacielem, którego nigdzie nie można było dostrzec. Wyraźnie protestowała przeciw zabijaniu ludzi. Skrytobójca zgadzał się z nią całym sercem. Chwilę później prawie dostał strzałą. Pięknie.

Natychmiast zawrócił konia - jakoś nie uśmiechało mu się kontynuowanie podróży z łucznikiem za plecami, wyraźnie zdeterminowanym, by pozabijać ich wszystkich. To, że pierwsza strzała chybiła, przypisywał tylko i wyłącznie szczęściu, ewentualnie mizernym zdolnościom strzelca, który nie trafił z kilkunastu metrów. Choć skrytobójca go nie widział, wnioskował, że łucznik krył się gdzieś w okolicy dziewczynki.

Jakby tego było mało, ucho Jaspisa pochwyciło odgłos dość licznych kroków. zbliżających się od tyłu. W najlepszym wypadku mógł to patrol nieumarłych. W najgorszym - obecność runicznych została zauważona i zbliżała się do nich horda żywych trupów. W każdym razie wyglądało to mocno nieciekawie.

-Powinniśmy się rozproszyć, w grupie stanowimy łatwy cel dla tego skurwysyna z łukiem - rzucił w stronę swoich towarzyszy. - Jeśli zwrócicie na siebie choć część jego uwagi, łatwo byłoby mi się do niego podkraść. Te ruiny doskonale nadają się na zabawę w podchody.

Nie czekając na odpowiedź, spiął konia i zniknął wśród ruin. Znalazł kawałek dawno zrujnowanego domu. Zeskoczył z konia, przerzucił jego wodze przez wystający kawałek ściany i ruszył w stronę miejsca, z którego okolic nadleciała strzała. W dłoni dzierżył nóż do rzucania. Trzymał się nisko na nogach, mając nadzieję, że opończa utrudni dostrzeżenie go i pilnując, by nie wzbijać tumanów pyłu. W tych warunkach nie była to bynajmniej łatwa sztuka.

Cały czas zastanawiał się, gdzie mógł podziać się łucznik. Nie sądził bowiem, że będzie on siedział w jednym miejscu czekając, aż skrytobójca wbije mu nóż w plecy. Prawdopodobnie i on przekradał się teraz wśród ruin. Pytanie tylko, czy robił to lepiej niż Jaspis.
Avatar użytkownika
Landaen
Łowca postów
 
Posty: 146
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:11
Pochwały: 1
Ostrzeżenia: 0/5
Postać w RPG: Falibor
    Windows 7 Firefox

Re: Strażnicy Życia

Postprzez Elley » N, 8 lip 2012, 21:11

Dziewczynka nadal mówiła, przestała się już rozglądać, jedynie kątem oka mijane domki. Coś przeleciało, lecz nie zwróciła na to uwagi, wręcz wydawało się, że się przewidziało. Nagle jej uszu dobiegły słowa - Nie rób tego! Tatuś zabronił atakowania ludzi! Przecież obiecałaś! - Dziewczynka wykrzyczała je z przestrachem w głosie. To musiało świadczyć o niebezpieczeństwie, które miało nadejść. Skróciła wodze i mocniej je chwyciła. Wzmocniła też dosiad, aby w razie wybryków wierzchowca, nie spadła z niego. Jaspir, coś krzyknął o rozproszeniu się. Wzięła topór do ręki i przygotowała się do ataku. Słyszała bowiem odgłosy marszu.

"No pięknie, nie dość, że ktoś nas atakuje po kryjomu, to jeszcze pewnie armia umarlaków przypałętała. No pięknie, ale zawsze mogło być gorzej. pomyślała z pewną irytacją. Jakoś nie paliła się do rozłąki, sama nie była najlepsza w walce, więc wolała trzymać się przy tych, którzy prawią się w tym rzemiośle. I także uczyniła.
Avatar użytkownika
Elley
Skrytopisarz
 
Posty: 15
Dołączył(a): Pn, 28 maja 2012, 16:52
Pochwały: 0
Ostrzeżenia: 0/5
    Windows 7 Chrome

Re: Strażnicy Życia

Postprzez Aileen » Pn, 9 lip 2012, 18:31

Jazgot dziewczynki sprawił, że koń zatrzymał się niemal w miejscu, przyhamowany przez Fay. Odwróciła się szybko, spoglądając na wymachujące rączkami dziecko. Jej dalsze słowa sprawiły, że po plecach magini przeszedł zimny dreszcz. Cokolwiek miało wypełznąć z domu, nie chciała tego oglądać od środka.
Świst i stuk.
Długa strzała sterczała z spróchniałej ściany chałupy, wciąż lekko drżąc. O centymetry minęła czaszkę zszokowanego Jaspisa. Fay z trudem panowała nad swoim strachem.
Jakby tego było mało, z kierunku z którego przybyli rozległ się tupot kilku stóp oraz przynajmniej jednego konia. Znajomy odgłos nie zwiastujący nic pomyślnego. Fay zaklęła soczyście, acz cicho. Dereń zatańczył w miejscu i cofnął się kilka kroków, bezskutecznie próbując skłonić jeźdźca do popuszczenia wodzy. Tymczasem ona rozglądała się nerwowo po okolicy.
Przeżyć, przeżyć, nic poza tym... Uciekać stąd jak najdalej! Ale nie mogę uciec, nie znajdując księgi. Wciąż podlegam Magowi...
Drogę w głąb miasta zasłaniały chaotycznie pobudowane chaty, obiecujące jednak doskonałe kryjówki. Oczywiście, pod warunkiem, że nie mają na wpół zeszkieletowanych lokatorów...
-Powinniśmy się rozproszyć, w grupie stanowimy łatwy cel dla tego skurwysyna z łukiem - odezwał się Jaspis spokojnym tonem. Fay miała szczerą ochotę potraktować go Cierpieniem - Jeśli zwrócicie na siebie choć część jego uwagi, łatwo byłoby mi się do niego podkraść. Te ruiny doskonale nadają się na zabawę w podchody.
- Zamknij...! - warknęła, ale nim zdążyła dokończyć, skrytobójca zebrał konia i skoczył w kierunku, z którego nadleciała strzała.
To miłe. Może przynajmniej do czegoś nam się to przyda...
Wiedziała gdzie sie ukryć, jeśli mają uniknąć niebezpieczeństwa. Tylko to mogła po sobie zagwarantować.
- Nie rozdzielajmy się. Między budynki, o tam! - syknęła cicho do towarzyszy i machnęła ręką w stronę chałup w dole ścieżki. Zmusiła Derenia do niezgrabnego kłusa, by zrównał się z klaczką wojownika.
- Jedź przodem. Nie wiem co planuje Jaspis, ale możemy go już nie spotkać...
Nie każdy chłop z widłami to Posejdon.
Avatar użytkownika
Aileen
Wójt
 
Posty: 224
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:10
Skąd: Ależ skąd!
Pochwały: 2
Ostrzeżenia: 0/5
Postać w RPG: Ablacja
    Windows Vista Firefox

Re: Strażnicy Życia

Postprzez Landaen » Wt, 27 sie 2013, 09:48

Obrócił się gwałtownie. Wiele spodziewał się w Szepcie, w umarłym mieście, ale takiego widoku się nie spodziewał. Kaczor.
Olbrzymi kaczor, wielkości dorosłego męża, stał tuż nieopodal. Jakby tego było mało, był to kaczor ubrany. Biały czepiec na łbie, dziwna, biała szata, sięgająca kaczych nóżek, a przez szyję przewieszone dziwaczne urządzenie - sznur, zrazu rozwidlony, nieco niżej łączący się, z jednej strony zakończony dwoma wypustkami, umieszczonymi na metalowym statywie, z drugiej - płaskim kółkiem, także z metalu.
- Bardzo ciekawy temat - stwierdził lakonicznie.
Kaczor! Stwierdził! Gadający kaczor! Jaspisowi mózg zaczął się gotować. Wrzaskun nie był niczym specjalnie strasznym, szepty dało się znieść, jeśli się tylko dostatecznie szybko zapomniało, że wedle obiegowej opinii głosy w głowach były domeną wariatów, ale to, to było już za dużo.
- Jaki temat, na bogów! - wydarł się skrytobójca dość histerycznie. - O czym ty gadasz?! Czym ty jesteś?! Nie, nie mów! Nie chcę wiedzieć! Zdychaj! Nie jesteś tu mile widziany!
Z tymi słowy, wybierając jeden z noży ze swej licznej kolekcji, rzucił się na kaczora z bojowym okrzykiem.
Avatar użytkownika
Landaen
Łowca postów
 
Posty: 146
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:11
Pochwały: 1
Ostrzeżenia: 0/5
Postać w RPG: Falibor
    Windows 7 Chrome

Re: Strażnicy Życia

Postprzez Eon » Wt, 27 sie 2013, 13:35

Kaczor umarł w męczarniach, po czym został skonsumowany przez głodnego Południowca. Zapach pieczonej kaczki zwabił do obozowiska Kieresza, Ismaila, a nawet samego Hokana! Zamiast epickiej walki na miecze, topory i magię, wszyscy zasiedli wokół ogniska i śpiewali biesiadno-patriotyczne pieśni przez parę następnych dni...
Avatar użytkownika
Eon
Postrach moderatorów
 
Posty: 670
Dołączył(a): N, 13 lut 2011, 22:10
Pochwały: 11
Ostrzeżenia: 0/5
    Windows 7 Chrome


Powrót do Gawędy Ariego

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


cron